XXIX. Ender Wiggin gra nie tylko w powieści

EG_-_BS_#003_004 (2)Drodzy Czytelnicy,

Powieść Orsona Scotta Carda Gra Endera to jedna z moich ulubionych powieści science-fiction. Jej ekranizacja z 2013 roku w reżyserii Gavina Hooda nie była zła, jednak wciąż daleka do ideału. Nieco rozczarowana filmem, z niekłamanym entuzjazmem sięgnęłam po komiks o Enderze, a dokładniej Ender’s Game: Battle School, nad którym pieczę miał sam autor.

Film Hooda był całkiem dobrą ekranizacją wspaniałej powieści, ale brakowało w nim psychologicznego rysu bohaterów. Czytelnika książki nie może to specjalnie dziwić, zważywszy na fakt, że Card często stosuje wewnętrzne monologii w swojej narracji, a zabieg ten bardzo ciężko przenieść na ekran (podobny niedosyt można czuć oglądająć Igrzyska Śmierci znając powieść). Fabuła filmu straciła  wiele z powagi oryginału i stała się bardzo przewidywalna. Słowem, filmowy Ender dołączył do Skywalkerów i Becketów ratujących świat przed totalną zagładą i ani przez chwilę nie można było  wątplić w powodzenie jego misji.

Komiks miał w tej kwestii znacznie łatwiejsze zadanie do wykonania. Pierwsze pięć zeszytów z serii o Enderze, zebrane w Ender’s Game: Battle School to doskonała adaptacja powieści na potrzeby komiksu. Ciężko rozpływać się nad wspaniałością komiksowej fabuły, jako że ta w całości pochodzi z książki. Scenariusz Christophera Yosta podąża na narracją Carda, uwypuklając jej naistotniejsze elementy i z łatwością oddając jej charakter. Niewiadomo na ile to załuga scenarzysty, a na ile fakt, że prace nad komiksem nadzorował O.S. Card we własnej osobie. Tak czy inaczej, nie można scenariuszowi nic zarzucić.

EG_-_BS_#003_017 (2)Sześcioletni Ender Wiggin żyje w świecie zagrożonym kolejną inwazją robali. Dowódcy floty obronnej decydują, że żołnierze do nowej armii będą szkoleni od dziecka. Każdy maluch jest monitorowany, dopóki dowództwo nie zdecyduje, czy delikwent nadaje się do armii czy nie. Młody Wiggin okazuje się wykraczać ponad wszelkie normy. Nic więc dziwnego, że dostanie namaszczony na przyszłego obrońcę ludzkości.

Ender jest postacią złożoną, pełnowymiarową i dobrze ugruntowaną. Jego pobyt w szkole bojowej jest dobrze uzasadniony, a bardzo istotne dla tej postaci relacje rodzinne zostały wyraźnie nakreślone w fabule. Zamieszczone na początku każdego zeszytu transkrypcje z rozmów dowództwa stanowią świetny kontekst fabularny. Scenariusz jest bez zarzutu, niezależnie czy potraktujemy go jako oddzielny twór, czy tylko pracę odtwórczą. Problemem komiksu są ilustracje.

Battle School 04-04 (2)Oprawa graficzna Ender’s Game autorstwa Pasquala Ferry’ego bardziej nadawałaby się na ilustracje do serii książek dla dzieci o Martynce, najlepiej w częściach „Martynka i pozaziemskie cywilizacje” albo „Martynki pierwszy kontakt z LSD”. Ni to realisyczne, ni kreskówkowe postaci swoją groteskowością nijak mają się do fabuły i tylko rozpraszają uwagę. Niby można w komiksie znaleźć jakieś przebłyski ilustratorskie geniuszu, ale to zdecydowanie za mało. Pięć zeszytów oglądania tych dziwactw skutecznie mnie zniechęciło to sięgnięcia po kolejne – przecież zakończenie już znam.

Komiksowej Grze Endera nie mogę odmówić zgrabnej adaptacji powieści i dobrze zaplanowanej akcji czy zarysowania postaci. Bez wątpienia komiksowa rekreacja prozy Carda jest znacznie lepsza niż film, jednak i tak stanowczo odsyłam do książki. Bohaterowie odtworzeni przez Ferry’ego jeszcze długo będą nachodzić mnie w snach w towarzystwie Laleczki Chucky i Damiena Thorna.

Czołem, Nerdy!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s